
Jadąc samochodem przez pierwszą w tym roku śnieżną zawieruchę, zastanawiałem się kim tak naprawdę jest Trener Biznesu? Jak jego sylwetka powinna wspierać klienta w procesie podejmowania decyzji? Jakich kompetencji potrzebuje taka osoba? Te pytania krążyły w mojej głowie przez całą drogę z Czarnej (głębokie Bieszczady) po Katowice.
Na pierwszym przystanku, a była to stacja benzynowa w Solinie, (trochę przypominająca czasy PRL-u) wyklarował mi się zewnętrzny obraz trenera, z którym sam chciałbym mieć szkolenie. Wielokrotnie na sali szkoleniowej miałem styczność z prowadzącymi, którzy już od momentu przedstawienia się budowali barierę, którą później ciężko im było przekroczyć.
Pamiętam jak dzisiaj trenera, który szkolił mnie z zarządzania projektami; wchodząc na salę uśmiechnął się, przywitał ze wszystkimi uczestnikami, był dobrze ubrany. Jego ubiór zdecydowanie wspierał jego wizerunek. Lecz jedno wypowiedziane zdanie podczas przedstawienia - „prowadziłem wiele biznesów, ale ani jeden mi się nie udał” - spowodowały, że zarówno ja, jak i reszta uczestników staliśmy się wobec niego bardzo nieufni i zarazem krytycznie nastawieni. Byliśmy świadomi zamierzonej przez prowadzącego autoironii, jednak te słowa odebraliśmy bardzo dosłownie. Już od pierwszej przerwy zaczęliśmy rozmawiać między sobą, zastanawiając się – „czego on nas może nauczyć skoro sam nic nie potrafi?”.
Wsiadając do ciepłego samochodu uzmysłowiłem sobie jak istotne jest to jak my sami jako Trenerzy Biznesu sprzedajemy się swoim uczestnikom. Nie wystarczy być super specjalistą w danej dziedzinie, ale ważne jest także to jak odbierają nas inni i czy potrafimy „sprzedać” naszą wiedzę. Każde słowo, każdy gest, to jak wyglądamy, jak się zachowujemy na sali szkoleniowej ma wpływ na skuteczność trenera i powodzenie całego projektu. Mijając kolejne podkarpackie miejscowości zastanawiałem się, którzy trenerzy (od których kiedyś sam jako Training Manager kupowałem projekty szkoleniowe) wspierali mnie w procesie realizacji całego przedsięwzięcia rozwojowego, a którzy nie; którzy z nich mogliby dzisiaj pracować w naszej firmie i całym sobą oddać się realizacji projektu?
W Sanoku, gdy przejeżdżałem koło sławnej fabryki autobusów, w mojej głowie pojawiły się sylwetki trenerów; zwłaszcza tych, którzy wspierali mnie i wiedzieli, że proces szkoleniowy to nie tylko realizacja szkolenia, ale przede wszystkim dawanie klientowi wartości. Ci trenerzy rozumieli dobrze, że efekt szkolenia osiąga się poprzez sprawnie przeprowadzoną diagnozę potrzeb, która pozwala na idealne dobranie tematyki poruszanej podczas szkolenia i precyzyjne zdefiniowanie celów szkoleniowych na poziomie wiedzy, umiejętności i postawy każdego uczestnika. Diagnoza, która pozwala wyraźnie dostrzec różnice w szkolonej grupie i przewidzieć bariery oraz trudności w osiąganiu celów szkolenia.
Bocznymi ulicami omijałem Rzeszów, gdzie tworzą się teraz olbrzymie korki i pomyślałem, że diagnoza potrzeb jest trochę jak studiowanie mapy zanim wyruszy się w trasę - dobry trener nie polega tylko i wyłącznie na szkoleniowym GPSie, dobry trener wcześniej wie jaką pojedzie drogą i kiedy tam będzie.
Trener Biznesu, który klarował się w mojej głowie podczas tej długiej grudniowej podróży to dobrze przygotowany profesjonalista pomagający uczestnikom wdrożyć zdobytą wiedzę i umiejętności w praktyczną pracę poprzez konkretne zadania (nazwijmy je wdrożeniowymi) i realne przykłady. Osoba, której kompetencje i uczciwość pozwalają na przeprowadzenie badania ewaluacyjnego w rzetelny sposób, pokazując klientowi rzeczywistą relację poniesionego wydatku do zysku, który to szkolenie przyniesie i namacalną zmianę na poziomie zachowań każdego uczestnika szkolenia.
W końcu taki Trener pomaga klientowi określić co udało się wdrożyć, a czego jeszcze nie oraz jak można – często bez dodatkowych kosztów - wzmocnić efekt szkolenia.
Tuż przed Krakowem dotarło do mnie jak wielkim skarbem są trenerzy, których dzisiaj zatrudniam (których przecież sam wyszkoliłem) i jaką wartość wnoszą oni w relację z każdym klientem mojej firmy. Dobrze zdawać sobie sprawę z tego co się ma.
Te myśli tak zajęły mi głowę, że 300 przejechanych kilometrów wydało się krótką przejażdżką. Po chwili byłem już w domu; nie odczuwałem zmęczenia podróżą, towarzyszyła mi refleksja, która pozytywnie wpłynęła na moje samopoczucie, pokazała słuszność tego co robię, z kim pracuję, jaką obrałem drogę i jakie efekty to daje każdemu, kto spotyka się z takim podejściem.
Autor: Sebastian Matyniak
Dyrektor Zarządzający


















